Łazanki towarzyszą mi już od dawna, naprawdę od dawieeeen dawna.
Moja Mamuśka łazanki robi po mistrzowsku i
nie dodaje tam ani mięsa mielonego, ani pieczarek.
Takie niby proste, ale wcale proste nie są.
Trzeba chwilę postać przy garach,
żeby kapusta przeszła cudownym smakiem i nie była jałowa,
niby kiszona, ale jednak potrzebuje dodatkowego smaczku.
Ja dostałam dzisiaj prawie po głowie od Mamuśki i to przez telefon...
jak powiedziałam jak ja do tej pory robiłam łazanki....
I zawsze się zastanawiałam dlaczego nie wychodzą mi takie dobre...
Teraz już wiem!
Ja po prostu gotowałam kapuchę, później podsmażałam cebulę,
mieszałam dodawałam makaron i wydawało mi się, że tyle wystarczy.
No nie wystarczy, bo dzisiejsze łazanki rozwaliły mnie na łopatki.
Nigdy już nie zrobię ich w taki sposób.
Teraz kapustę przez chwilę obgotowuję,
a później podsmażam na tłuszczyku z boczku albo ze słoniny.
Ja zrobiłam na słoninie, możecie skwarki dodać do całego gara,
ale zmiękną i nie będą już takie chrupiące i dobre.
Proponuję po prosty posypać po wierzchu na talerzu, o ile zostaną,
bo ja zeżarłam prawie wszystkie ;-)
